Widzisz wypowiedzi znalezione dla słów: wniosku o ustalenie kontaktów z małoletnim

Prawo do wychowywania dziecka - pytanie.


| Chodzilo mi o ksztaltowanie osobowosci.

Czyli raczej poprzez bezpośredni kontakt z dzieckiem...

--

"We've got to have rules and obey them. After all, we're not savages.
 We're English, and the English are best at everything." [W. Golding,
LotF]
Do sądu rodzinnego można wnieść wniosek o ustalenie kontaktów z małoletnim


podając powód i scisle okreslic jak maja wygladac te kontakty .... Sandra

 » 

Pomocy ! Pilne !!! - prawo rodzinne


Rodzice sa po rozwodzie , wladza rodzicielska nie zostala ograniczone ,
opieke nad dzieckiem sprwuje matka.
Czy ojciec moze sobie w dowolnym momencie zabrac po cichu dziecko z
przedszkola i zniknac z nim ?
Chodzi o to ze matka obawia sie takiej sytuacji - w przedszkolu podobno
powiedzieli ze oni musza wydac dziecko ojcu pomimo zastrzezenia matki ze
sie
na to niezgadza.


oczywiście tą sytuacje może uregulować sąd rodzinny w sprawie o uregulowanie
kontaktów z małoletnim na wniosek rodzica a ponadto jesli ojciec zagraża
dziecku może również wydac zakaz osobistej styczności ale również na wniosek
rodzica ,któremu powierzono bezpośrednią władzę rodzicielską
jak również można złożyć wniosek o wydanie dziecka jesli przemawia za tym
dobro dziecka ...
jednak w powyższym przypadku należy złożyć wniosek o uregulowanie kontaktów
i dokładnie opisać jak mają one wyglądać oczywiście uwzględniając
przedszkola, że odbierać będzie tylko matka szczegolnie zwrócić uwagę by w
tresci postanowienia miał miejsce taki zapis ....

Przedszkole utrzymuje ze tylko nakaz sadu moze doprowadzic do takiej
sytuacji ze niewydadza...
Czy to prawda ?


tak

Czy istnieje jakas mozliwosc zabezpieczenia sie przed taka sytuacja ?


j.w

Inna niz pozbawienie ojca praw rodzicielskich ? bo to jest ostatecznosc i
matka woli tego uniknac.


j.w ustalenie kontaktów nie ma nic wspólnego z pozbawieniem ,zawieszeniem
czy ograniczeniem władzy

Sandra

Pomocy ! Pilne !!! - prawo rodzinne


Pomijam bez komentarza Twoje przemyślenia socjologiczno-pedagogiczne na
temat stworzonej przeze mnie hipotetycznej sytuacji.
Nie dlatego, broń Boże! żebym je uważał za płytkie,


a dlaczego nie :-) dla niektórych mogą być płytkie to mnie raczej nie obraża
:-)

ale dlatego że nie wyczerpują mojej ciekawości na temat,
czy możliwe jest ograniczenie kontaktów rodzica No1 z małoletnim w
przypadku przeświadczenia rodzica No2 o MOŻLIWOŚCI np. rajdu tego
pierwszego za ocean (inne przypadki, zapewne bardziej czy mniej realne
można wymyślić)


wnioskowac można o wszystko jednak jak nie przedstawi sie konkretnych
dowodów to małe szanse są na ograniczenie władzy z powodu wymysłów

Ale prawo chyba przewiduje takie okoliczności?
Pisałaś, że "sytuacje może uregulować sąd rodzinny w sprawie o
uregulowanie
kontaktów z małoletnim na wniosek rodzica".
Może w takiej hipotetycznej sytuacji, czy nie?!


j.w same domysły nie moga spowodowac ograniczen lub tez dachem ustalen
kontaktów ...jaki byś przedstawił dowód na poparcie swojego wniosku?

Sandra

Czy dziadkowie moga wystapic do sadu o widzenia wnuka?


Czy dziadkowie moga wystapic do sadu o przyznanie widzen z wnukiem? Czy to
tylko w tej sytuacji prawo ojca?


Dziadkowie mogą wnosić o ustalenie kontaktów z małoletnimi wnukami
...wniosek w 2 egz. i propozycja jak ten kontakt miałby wyglądać ...
wpis od sprawy 30 zł...
może dojść do sytuacji ,że zostaną zlecone badania RODK czy taki kontakt
będzie miał dobry wpływ na rozwój dziecka ...

Sandra

 » 

Czy dziadkowie moga wystapic do sadu o widzenia wnuka?

Dziadkowie mogą wnosic o ustalenie kontaktów z maloletnimi wnukami
...wniosek w 2 egz. i propozycja jak ten kontakt mialby wyglądac ...
wpis od sprawy 30 zl...
moze dojśc do sytuacji ,ze zostaną zlecone badania RODK czy taki
kontakt bedzie mial dobry wplyw na rozwój dziecka ...

Sandra


Super. Dzieki.

moze trwac? No i czy konieczny bedzie adwokat?
____________
Pozdr.
X_o_r_e_h_t

LETNIE MAMUSIE 2007 WYDANIE ŚWIĄTECZNE VOL.5

Byłam dziś w fundacji znowu bo będę tak chodzić co tydzień i powiem Wam szczerze, że dopiero teraz widzę jaka jest różnica między teorią wykładaną na studiach a praktyką dziś dostałam od Iwonki pracę domową - napisać odpowiedź na wniosek o ustalenie kontaktów z małoletnim - i nie wiem jak ja to zrobię ????

!!! SZUKAM POMOCY W ODZYSKANIU SWOICH DZIECI !!!

Również sugeruję ścisłą współpracę z kuratorem i poszukanie alternatywnych rozwiązań, do tych funkcjonujących dotychczas. Może się mylę, ale powodem umieszczenia małoletnich dzieci w rodzinie zastępczej nie była tylko postawa męża.
Możliwym jest także ustalenie kontaktów rodzica z dziećmi na drodze postępowania przed Sądem, na wniosek zainteresowanego.

w jakich przypadkach sad moze pozbawic praw rodzicielskich

Witam.
Przesłanką do pozbawienia władzy rodzicielskiej są rażące zaniedbania w wykonywaniu władzy rodzicielskiej (np. uporczywe uchylanie się od łożenia środków na zaspokojenie potrzeb małoletniego i długotrwały brak jakiegokolwiek zainteresowania jego osobą, w tym brak osobistych kontaktów z dzieckiem, działanie na szkodę dziecka poprzez zaniechanie jakiś czynności) bądź rażące nadużywanie tejże władzy (np. zachowania, stanowiace zagrożenie dla życia i zdrowia dziecka, itp.). Podane przykłady nie wyczerpują w pełni okoliczności, które mogą być przyczyną pozbawienia władzy rodzicielskiej.
Jeżeli biologiczny ojciec nie uznał dziecka a ojcostwo zostało ustalone na drodze postępowania przed sądem, nie jest to równoznaczne z posiadaniem prawa do władzy rodzicielskiej nad dzieckiem. Władza rodzicielska przysługuje w takim przypadku wyłącznie wtedy, gdy orzeknie o tym sąd w wyroku kończącym sprawę.
Długotrwały pobyt poza granicami kraju może być przesłanką do zawieszenia władzy rodzicielskiej.
To garść podstawowych informacji- może okażą się dla Ciebie przydatne. W przypadku pozbawienia władzy rodzicielskiej możliwym jest wystąpienie z wnioskiem o przywrócenie władzy rodzicielskiej, jednakże wyłącznie w przypadku jeśli przestały istnieć okoliczności, które spowodowały pozbawienie.

kilka pytań dot kuratora rodzinnego

Fizi Jeśli to co napisałeś w swoich postach jest stanem faktycznym i żona uniemożliwa Ci realizowanie kontaktów z małoletnią córką, w terminach i miejscach, określonych postanowieniem sądu, proponuję wystąpić do sądu z wnioskiem o przymuszenie uczestniczki postępowania (tj. Twojej żony) do realizacji postanowienia, w części, dotyczącej kontaktów z małoletnią córką. Podstawą są tutaj przepisy art. 1051 par. 1 kpc., odnoszace się do egzekucji świadczeń niepieniężnych.
Nie poddawaj się, dla Twojego dziecka jesteś tak samo ważnym rodzicem jak jego matka.
Z postanowienia można wnioskować, że nadzór nad przebiegiem kontaktów należy traktować jako obecność kuratora przy wybranych przez niego kontaktach (chociaż nie mam pojęcia, na ile unormowanie to znajduje umocowanie w obowiązujących przepisach prawnych). Jeśli kontakt ma się w ogóle nie odbyć, to telefon jest w tym momencie jak najbardziej pożądanym narzędziem do ustalenia, czy warto w ogóle planować jakiekolwiek czynności w przedmiotowej sprawie.

Pomóżcie proszę - pilnie!

Ars.mari, w związku z przedstawioną przez Ciebie sytuacją możesz złożyć wniosek - do toczącej się sprawy rozwodowej - o ustalenie kontaktów ojca z córką w miejscu zamieszkania małoletniej z Twoim udziałem lub bez. Sąd może ustalić kontakty w tzw. trybie zabezpieczenia, czyli na czas trwania postępowania rozwodowego. Jeżeli sytuacja tego wymaga sąd może poddać kontakty nadzorowi kuratora sądowego lub wydać orzeczenie o udziale kuratora w kontaktach.

Odebrałem córkę żonie

Do toczącego się postępowania o rozwód można złożyć wniosek np. o zabezpieczenie dobra małoletniego dziecka i ustalenie jego miejsca pobytu u jednego z rodziców, o zabezpieczenie alimentacyjne, o uregulowanie kontaktów rodzica/który nie sprawuje bezpośredniej opieki nad dzieckiem/ zdzieckiem-wszystko na czas postępowania przed sądem.

Uczeń - kurator - i co dalej?

Jednak wybrałabym się do domu.

A jakie były postanowienia kontraktu w razie nie dotrzymania warunków? Skorzystałabym z nich, stopniowo.

Jeszcze jedno - czy korzysta ze stypendium szkolnego? Skoro to szkoła średnia to (jeśli korzysta) załatwia to sama w Wydziale Eduakcji - albo tam gdzie miasto wskazuje. Można sprawdzić kiedy jest termin wypłaty stypendium i wybrać się wtedy, żeby sptkać matkę. Niektóre miasta mają też system - jeśli dziecko "nie realizuje" to stypendium idzie na komitet rodzicielski, opłaty szkolne itp. Ale to trzeba sprawdzić.
Albo poszłabym do MOPRu, wtedy kiedy są terminy wypłat zasiłków.

Czyli widzę że kurator leje na to, to poszłabym do sędziego. Napisałabym pismo z informacją o obecnej sytuacji. Do tego np. xero kontraktu. A kontrakt spisywałaś z dziewczyną jak sądzę bez obecności matki.

Postanowienie? Wnioskuję do sądu o wydanie odpisu postanowienia o ustaleniu nadzoru kuratora nad małoletnią. Na początku roku idę do kuratorów i pytam, czy maja jakiegoś nowego ucznia z naszej szkoły. Niby żaden mus ale dobrze wiedzieć.

Jeśli matka jest chora/niewydolna to wniosek do sądu o wydanie zarządzeń opiekuńczych - bo z matką nie ma kontaktu. Nie stawia się na wezwania (dołączyć xero fiszek poleconych) i pisam szkoły.

Acha jest tam jakiś ojciec?

Prawo do wychowywania dziecka - pytanie.


| Dzień dobry.
| Prosze o pomoc w nastepujacej sprawie:
| Rozwod odbyl sie bez orzekania o winie, oboje rodzice zachowali prawa
| rodzicielskie z tym, ze jedno z nich ograniczone, gdyz opieke nad
dzieckiem
| przyznano drugiemu. Rodzic bez opieki z roznych przyczyn widuje sie z
| dzieckiem nieregularnie, a terminy spotkan ustala z drugim rodzice

Oj nieladnie mi to pachnie.

Wyglada na to, ze mama doszla do wniosku, ze nie ma warunkow do zajmowania
sie
dzieckiem i zostawila to ojcu. Lecz teraz doszla do wniosku, ze od roboty
jest ojciec,
a od kontroli mama.

Bralem to na sobie.

Zapewniam Pania, ze choc ma Pani duze szanse w sadzie, dla dziecko moze to
sie skonczyc
ZLE. Pani walka z ojcem dziecka prawdopodobnie doprowadzi do tego, ze
dziecko zacznie
rozgrywac was przeciw sobie i cala wina za swe niepowodzenia zrzuci NA
WAS.

Szkoda dziecka....

Boguslaw

Panie Bogusławie to juz nie jest nawet kwestia na kogo dziecko zrzuci wine


za swoje niepowodzenia .Ale przewaznie tam gdzie jest rozwód obojetnie z
czyjej winy czy bez to tak odbije sie to na  dziecku w wieku rozwojowym
,kiedy to sie kształtuje postawe młodego człowieka. Dwoje dojrzałych ludzi
gdy sie rozwodzi to :
- powinni brać pod uwage nietylko swoje interesy ale i dziecka
-powinni zgodnie ustalic sposób kontaktowania sie z dzieckiem
-i w równej mierze zaspakajać jego potrzeby niezbędne dla prawidłowego
rozwoju
-matka nie powinna z zawiscią traktowac ojca bo dziecku jest on na równi
potrzebny jak i ona
to rowniez odnosi sie do ojca gdy wladza rodzicielska przysluguje jemu
...tylko rozsadek pozwoli na normalne zycie jednej i drugiej stronie oraz
dziecku ,które bedzie wiedziało ze jest kochane i potrzebne ... W najgorszym
wypadku kiedy rodzice nie dorosli do roli rodzicow pozostaje sąd i sądowe
ustalenie kontaktów z małoletnim dzieckiem ...To nie wina dziecka ,że
rodzice nie dorośli do swoich ról w życiu...
  Z poważaniem Sandra

Powołanie kuratora sądowego

Witam. Wniosek byłego męża, w przedmiocie ograniczenia jemu wykonywania władzy rodzicielskiej jest bezzasadny, albowiem jego władza rodzicielska jest już ograniczona poprzez niemożność sprawowania bezpośredniej pieczy nad dzieckiem i wyznaczenia mu w wyroku o rozwód określonych praw (możliwość utrzymywania kontaktów z dzieckiem) i obowiązków (obowiązek alimentacji) wobec osoby małoletniego (wynika to w sposób bezpośredni z unormowań, określonych art. 107 par. 1 krio).
Jeśli chodzi o wniosek, dotyczący ograniczenia Tobie wykonywania władzy rodzicielskiej, to najprawdopodobniej wynika on z przesłanek, o których mowa w art. 109 krio., dotyczących zagrożenia dobra dziecka (powodem może być na przykład manipulowanie dzieckiem i czynienie z niego aktywnej strony konfliktu, istniejącego pomiędzy osobami dorosłymi, posiadającymi w stosunku do małoletniego określone obowiązki i uprawnienia).
Sąd wszczął postępowanie i najprawdopodobniej zarządzi przeprowadzenie wywiadu przez kuratora sądowego (nie jest to równoznaczne z realizowaniem nadzoru, a wyłącznie jest to jednorazowa wizyta kuratora, na etapie postępowania wyjaśniającego, mająca na celu określenie całokształtu sytuacji wychowawczej małoletniego: udziału i zaangażowania każdego z rodziców w proces wychowania dziecka, ustalenia więzi emocjonalnych łączących dziecko z rodzicami i innymi osobami, mającymi wpływ na jego wychowanie, prezentowanych przez nich postaw wychowawczych, oraz ustalenia warunków socjalno- bytowych, w jakich dziecko się wychowuje).
Poza wywiadem kuratora, sąd przed wydaniem orzeczenia przeprowadza postępowanie dowodowe (z pewnością otrzymałaś informację o wszczęciu postępowania i możliwości składania wniosków dowodowych w terminie zawitym- siedmiu dni). Jeśli chcesz dopuścić jakieś dowody musisz złożyć w sądzie pisemny wniosek w tym zakresie (przed wyznaczeniem pierwszego terminu posiedzenia sądu), lub zgłosić ustnie wnioski dowodowe (podczas rozprawy). Dowodami mogą być: zeznania świadków, dokumenty, opinie z badań biegłych, itp.
Po przeprowadzeniu postępowania sąd ogłasza postanowienia i dopiero w nim może zawrzeć sentencję o poddaniu wykonywania władzy rodzicielskiej stałemu nadzorowi kuratora, bądź wydać inne, adekwatne zarządzenia opiekuńcze. Istnieje także możliwość wydania postanowienia o umorzeniu postępowania, z uwagi na brak podstaw do wydania zarządzeń, o których mowa powyżej.
Jeśli tak jak piszesz, jesteś dobrą matką i posiadasz świadomość tego, iż dla prawidłowego rozwoju dziecka istotny jest udział obydwojga rodziców, jak również ich rodzin generacyjnych, w procesie wychowawczym małoletniego- to nie musisz się obawiać .

zrozumiec zrozumiale..:)

Myślę, że z komornikiem to trochę skrót myślowy. Brak respektu dla postanowienia sądu, wydanego w postępowaniu cywilnym odbywa się na podstawie przepisów Kodeksu postępowania cywilnego o egzekucji świadczeń niematerialnych. Można wystąpić do Sądu, który wydał postanowienie (w Twoim przypadku jak rozumiem do Sądu Okręgowego) z wnioskiem o zdyscyplinowanie dłużnika, pod rygorem nałożenia grzywny (na zasadzie art. 1051 kpc.)- możliwość wielokrotnego nałożenia grzywny do kwoty nie przekraczajacej 100 000 złotych (jednorazowo maksymalnie nie więcej niż 1000 złotych). Nieuregulowane grzywny podlegają zamianie na karę aresztu a wykonanie tegoż realizuje komornik. Z Twojego postu wynika, iż z takim wnioskiem już wystąpiłeś. Niewiele da się zrobić ponad to. Interwencje Policji mogą stanowić jedynie materiał dowodowy, potwierdzający, iż napotykasz na trudność w realizowaniu czynności w postaci kontaktów z dzieckiem. Nie ma natomiast przeszkód, abyś wystąpił z kolejnym wnioskiem na podstawie art. 1051 kpc. jeśli nadal napotykasz na przeszkody (nawet jeśli poprzedni nie został jeszcze rozpatrzony).
Natomiast jeśli chodzi o miejsce zamieszkania, to proponowałbym spojrzeć tuż poniżej cytowanego przez Ciebie art. 25 kc. i przeczytać art. 26 kc. (miejsce zamieszkania dziecka jest miejscem zamieszkania rodzica, któremu powierzono wykonywanie władzy rodzicielskiej). Wychodząc od ogółu do szczegółu można ten zapis zinterpretować jako "lokal mieszkalny, położony w danej miejscowości, w którym stale dziecko przebywa pod pieczą tego z rodziców, któremu powierzono wykonywanie władzy rodzicielskiej nad małoletnim." W postępowaniu sądowym, szczególnie w sprawach o rozwód, tak właśnie rozumiane jest użycie frazy "miejsce zamieszkania".
Jeśli w postanowieniu nie ma nic o osobie matki, to w równym stopniu może ona być obecna przy kontakcie, jak nie być przy nim obecna (kwestia woli, taktu i wyczucia).
W przeciwieństwie do Lenny nie będę doradzał poszukiwań adwokata. Rozważ może możliwość poszukania mediatora i zaproponowania żonie mediacji odnośnie ustalenia zasad kontaktów z dzieckiem. Jeśli wspólnie wypracujecie porozumienie, wówczas każdej ze stron łatwiej będzie je akceptować i stosować się do niego. Dużo łatwiej niż do unormowań narzuconych odgórnie- nawet jeśli wynikają one z postanowienia, wydanego przez Sąd.
I jeszcze jedno, żeby rozwiać wszystkie wątpliwości- rozumiem Twój gniew rodzica. Oczywistym jest, iż osoba ojca jest dla dziecka i jego wychowania tak samo ważna jak i osoba matki.

Pozdrawiam.

wniosek o kontakty z dzieckiem w instytucji

czyli jak rozumiem postępujemy tak:
szukamy odpowiedniej instytucji(np. KOPD), dowiadujemy się, czy zgodziliby się na realizację spotkań w swojej placówce, dowiadujemy się kiedy konkretnie byłoby to u nich mozliwe (dni, godziny), składamy do sądu wniosek z konkretną nazwą placówki i określeniem dni i godzin spotkań, TAK?

czy nalezałoby otrzymac od instytucji jakis papierek, że wyrażają zgodę i załączyc go do wniosku?

czy sąd może rozpatrzyc wniosek na posiedzeniu niejawnym w oparciu o akta sprawy dot. praw rodzicielskich, która się toczy, a gdzie szczegółowo wzdłuż i wszerz i na bieżąco opisane są kwestie związane z widzeniami?

przypomniam, że zgodnie z obowiązującym postanowieniem sądu widzenia ojca z dzieckiem powinny się odbywac 6 razy w m-cu "poza miejscem zamieszkania małoletniej", ale wskutek braku zgody matki nie odbywają się i nie istanieje fizyczna możliwosc, aby w tym czasie się z dzieckiem spotkac. była próba widzen w przedszkolu (ojciec przyszedł w zasądzonych godzinach do przedszkola), odbyło się jedno spotkanie (z powodzeniem, bawili sie z córką, rysowali itp.), ale kiedy matka się o tym dowiedziała, w zasądzone dni odbiera dziecko z przedszkola odpowiednio wczesnie, aby córki nie było już w godzinach, kiedy ojciec zgodnie z postanowieniem sądu może się z nią zobaczyc. matka tłumaczy w sądzie, że to dziecko prosi ją o wczesniejsze odbieranie i nie chce widziec ojca, ale widac, iż jest to jej wersja, bo dziecko bez jej obecnosci ma z ojcem bardzo dobry kontakt, a zaczyna denerwowac się dopiero kiedy wkracza matka, gdyż matka jawnie okazuje przy dziecku swoją niechęc do ojca i niezadowolenie z kontaktów (potwierdza to opinia RODK).

może ktoś mógłby podpowiedziec, jak powinien wyglądac taki wniosek? po prostu "wnosze o ustalenie widzeń z córką w ten sposób, że... (podanie miejsca, dni i godzin)" oraz krótkie uzasadnienie dlaczego widzenia w takiej formie, w jakiej są obecnie zasądzone, się nie odbywają i z jakich względów widzenia w instytucji będą słuszne z punktu widzenia dobra dziecka ?

pozdrawiam i z góry dziękuję za pomoc w wyjaśnianiu wątpliwości

Kontakty z dzieckiem w obecności kuratora

Witam na Forum, od kilku tygodni chętnie Was czytam, a dzisiaj postanowiłam sama zaistnieć, co wynika z mojego problemu.
Od kliku miesięcy wykonuję postanowienie Sądu z innego miasta, które w trybie zabezpieczenia I. ustala kontakty ojca z synem w co drugą sobotę miesiąca /przez 5 godzin/poza miejscem zamieszkania matki dziecka II. ustanawia nadzór kuratora sądowego nad przebiegiem kontaktów.
Do kontaktu nie dochodzi, choć ojciec dojeżdżając ok. 250 km. stawia sie w określonym terminie i ja równiez też, matka utrudnia kontakty i zazwyczaj nie ma jej w domu /wcześniej w pismach lakonicznie informuje o przyczynach swojej nieobecności, jednak mój sędzia referent zarządza wykonanie kontaktu/. To już trwa 3 miesiące, złożyłam więc wniosek o wypłatę ryczałtu tytułem zwrotu kosztów za udział kuratora w kontaktach i Sąd prowadzący sprawę odmówił przyznania wynagrodzenia uzasadniając to tym, że jest to "nadzór". a nie udział w kontaktach.
Z Ustawy o kuratorach wynika, że rzeczwyiści przyznaje się ryczałt za udział w kontaktach, nie ma tam słowa na temat nadzoru nad przebiegiem kontaktów, a przeciez sama moja gotowość do pracy tj. sprawowania nadzoru świadczy o tym, że muszę brać udział w kontakcie, by móc podjąć jakiekolwiek działania w zakresie nadzoru.
Może ktoś miał już wcześniej taką sprawę i jest mi w stanie pomóc i wytłumaczyć na czym polega różnica między udziałem a nadzorem i jak ma sie to regulacji w zakresie wynagrodzenia na czynności.
Koleżanki z zespołu nakłaniają mnie do złożenia zażalenia na postanowienia, które pomoże być może Sądowi wyższej instancji na interpretację czynności kuratora w "nadzorze nad przebiegiem kontaktów", jednak ja nie bardzo wiem jak się do tego zabrać i czy to ma sens.
Nie chodzi o przyznanie wynagrodzenia, denerwujące jest że nikt nie szanuje kuratorów , których wysyła się w co drugą sobotę miesiąca /dni wolne od pracy, w tym Wigilia a przede mną Wielka Sobota/ nie wskazując sposbu wykonania orzeczenia, które nie ma pokrycia w KRO ani w KPC, które jednak jednocześnie mówią tym, że sąd opiekuńczy może wydać każde postanowienie mające na względzie dobro małoletniego dziecka.

kontakty z dzieckiem w obecnosci kuratora

---------- 10:19 30.07.2008 ----------

nie mam takiej wiedzy czy bżona i kurator maja jakies kontakty, tylko jest to dla mnie nieco sytuacja dziwna, a mianowicie w mojej obecnosci kurator wypowiadała się: ze sad powinien podjąć działania dyscyplinujace wobec b.żony, moje przyjazdy z tego powodu sa bezcelowe, widac, ze matka dziecka nie jest zainteresowana abym utrzymywał z córka kontakt, nadto jako kurator nic nie może.
Nie moge czytac tych protokołów na bieżąco bowiem mieszkam ponad 200 km, od tegoz sadu i dziecka. Ostatnio napisane zostało, ze nie usprawiedliwiłem swojej nieobecnosci, b.żona skarży się, że poniżam ja w oczach dziecka, nie akceptuje jej nowego związku i dziecka. Kiedy sad wydawał postanowienie o kontaktach bez obecnosci matki a w obecności kuratora, to pouczył nas, ze teraz sad bedzie tylko kontaktował sie sie z kuratorem i nie interesuje sad moja ocena spotkań. Zatem skoro do spotkania nie doszło przez kolejne 5 m-cy to sad winien z urzędu podjąć działania, składalem pomimo tego wniosku o egzekucję, zlozylem tez wniosek o ograniczenie wladzy rodzcielskiej wcześniej o zmiane postanowienia tj.aby spotkania odbywały sie np.w centrum pomomocy rodzinie, rodk /to jest b.mala miejscowość/ mozliwosci tam poza kosciolem i placem zabaw nie ma! Nadto wskazalem koniecznośc ewmediacji, terapii psychologicznej wszystkich uczestnikow, tylko dlatego, ze szukam mozliwosci pomocy mojej córce.
Podam jak brzmi postanowienie: sad ustala nastepujacy termin i sposób kontaktow z mal.........ojcem i dziadkami .............w ten sposob, że: uczestnicy postepowania beda kontaktowac sie z mal.......w każda I
sobotę m-ca od godz. ..... w miejscu zamieszkania mal.bez udzialu uczestniczki postepowania matki dziecka ......... z mozliwościa zabierania maloletniej ......... przez uczestnikow ......... na spacer po miejscowosci ....... przy udziale kuratora sadowego .
Wiem, ze wine tu ponosi sad, kurator tez zajmuje pozycję wyczekującą, kazda interwencja pogarsza tylko moja sytuację bo np.pieniacz itp. Adwokat raz mnie zawiodł - zapomniał odwolać sie od postanowienia na ktorym pomimo usprawiedliwienia nie byłem.
Przepraszam, ze zajmuje Wam czas ale moja intencja jest przedstawienie problemu z jakim boryka sie wielu ojców a mówi sie dla sadu jest najważniejsze dobro dziecka, dziecko rosnie, nie rozumie tych spraw, wiem ze moze moja córka mieć do mnie żal ale jak mam jej wytłumaczyć tą sytuację, tu jest potrzebny psycholog ktory pozwoli dziecku poczuć ze moze mieć swoje zdanie, moze kochać i mamę i tatę,
Aby pomoc dziecku trzeba zmienic mentalność sędziów!!!!!!!!!!!!

---------- 10:28 ----------

ps. opinia kuratorow dla mnie nie jest zła, nie moge mieć pretensji, tylko ja uznaję sytuacje jasne, chcę miec kontakt z kuratorem, jezeli cos robie lub mówie zle prosze mnie pouczyć lub zwrocić uwage, a nie przyjazdy sa bezcelowe a tu nie usprawiedliwiam swojej nieobecnosci. Nudzę!

---------- 12:11 31.07.2008 ----------

a teraz bdobre nowiny wlasnie otrzymałem postanowienie sądu o ukaraniu matki dziecka grzywna w wysokości 300 zl za uporczywe utrudnianie kontaktow z dzieckiem, w przypadku dalszego utrudniania sad rozwazy wniosek o ograniczenie władzy rodzicielskiej. Ciesze sie, moze cos drgnęło w końcu, choć jak znam życie bżona zapłaci a dalej bedzie robic co robi, licze na konsekwencję sądu.

Homoseksualizm - wolna dyskusja

Toż przecie o delfinach pisałem. I mówiłem o zoofilii, a nie o homoseksualiźmie. Nie rozumiem więc związku.

Jeśli już, to byłby transwestytyzm. Transseksualizm to ogólne pojęcie związane z nieaprobowaniem własnej płci.

Poza tym prosiłeś o podanie kultury, która prześladowała homoseksualistów. Podałem islam, który w niektórych krajach do tej pory karze śmiercią stosunki homoseksualne. To bardziej surowa kara niż w chrześcijaństwie, przynajmniej obecnym.

Jeśli uważasz, że czyjekolwiek słowa dyskryminują Ciebie, homoseksualistów, lub kogokolwiek innego, masz prawo zwrócić się do sądu z wnioskiem o ukaranie winowajcy.

A w krytykowaniu niech ktoś poda sensowne argumenty, a nie wyzwiska od dewiantów.

W obu wypadkach są to dewiacje o podłożu genetycznym.

Raczej hormonalnym jeśli już.

To ma być "sensowny argument"? A co powiesz dziewczynie hetero, którą zgwałcił własny ojciec? Jaki to ma związek z dyskusją? Mówisz o przypadkach jednostkowych i patologicznych. Jako takie, nie mogą być brane jako norma.

Jak komus jest ochota zeby bzykac psa to prosze bardzo, psu to 'na reke' pewnie bo te zwierzeta bzykna wszystko co sie rusza..

Miałeś kiedyś psa? "Bzykał" wszystko, co się rusza? Współczuję.

Pewnie tak samo chcieliby być traktowani mordercy, sataniści, faszyści, fetyszyści, pedofile, zoofile, nie mówiąc o nekrofilach i innowiercach. Nie porównuję tych grup, jednak argument, że "ktoś chce być szanowany" jeszcze nie oznacza, że w każdym społeczeństwie będzie "akceptowany i szanowany". Taka niestety (albo stety) natura ludzka, że słabo toleruje odstępstwo od normy, w tym przypadku rozumianej jako zasady tradycyjne bądź ustalone nakazami religii, obyczajów lub współżycia społecznego.

Przypomnę tu np. sprawę zoofili, którzy twierdzą, że przecież "zwierzakowi" nic złego się nie dzieje. Zresztą w niektórych krajach zoofilia nie jest karana. Pedofile również się domagają, żeby ich nie piętnować.

W krajach Europy zachodniej obserwuje się rozwój organizacji kwestionujących zasadność penalizacji pedofilii. Ich przedstawiciele uważają, że nie każdy kontakt seksualny z osobami małoletnimi jest dla nich szkodliwy, a czasem jest nawet przyjemny (tzw. dobra pedofilia). Swoje przekonania prezentują m.in. na tworzonych przez siebie witrynach internetowych.

Mogą sobie być partie, ale czy coś osiągnęły Poza tym, to akurat "lewackie" kraje robią najwięcej w przeciwdziałaniu pedofilii, w lewicowej Hiszpanii ostatnio zdaje się wprowadzono chemiczną kastrację pedofili. W wielu stanach USA nie można nawet dotknąć swego nagiego dziecka (np. przy pomocy w myciu). A w Polsce, gdzie kwitną tradycyjne wartości, pedofile dostają max 8 lat i ich ofiary często traktuje się, jakby to one były winne.

Zakaz kontaktow Dziadkow z Wnuczetami

na jakiej podstawie?


trochę to długie, aczkolwiek wyczerpujące... :-)

                1988.06.14           uchwała SN          III CZP 42/88
OSNC 1989/10/156

glosa częściowo krytyczna: Holewińska-Łapińska E. PiP 1991/2/107

Dziadkowie mogą żądać uregulowania osobistych kontaktów z wnukami, jeżeli
leży to w interesie dzieci.

Przewodniczący: sędzia SN Z. Świeboda. Sędziowie SN: T. Bukowski, A. Wielgus
(sprawozdawca).

Sąd Najwyższy w sprawie z wniosku Beaty F. z udziałem Zofii F. o uchylenie
kontaktów z małol. Jakubem F. po rozpoznaniu na posiedzeniu jawnym
zagadnienia prawnego przekazanego przez Sąd Wojewódzki w Koninie,
postanowieniem z dnia 1 kwietnia 1988 r. do rozstrzygnięcia w trybie art.
391 k.p.c.:

"Czy w świetle przepisów kodeksu rodzinnego i opiekuńczego przysługuje
dziadkom roszczenie względem rodziców o ustalenie kontaktów dziadków z
wnukami?"

podjął następującą uchwałę:

Dziadkowie mogą żądać uregulowania osobistych kontaktów z wnukami, jeżeli
leży to w interesie dzieci.

Zofia F. - babka małoletniego Jakuba F. urodzonego dnia 19 sierpnia 1982
r. - wystąpiła z wnioskiem o ustalenie jej kontaktów osobistych z wnukiem
twierdząc, że matka dziecka nie zezwala na widywanie się z nim poza miejscem
jego zamieszkania. Po rozwodzie rodziców dziecka Beaty i Tomasza F.
pozostaje ono pod opieką matki. Sąd Rejonowy postanowieniem z dnia 16
czerwca 1987 r. wniosek Zofii F. uwzględnił, ustalając kontakty wnuka z
babką dwa razy w miesiącu w miejscu jej zamieszkania. Wówczas matka
małoletniego Jakuba F. złożyła wniosek o ustalenie, że babce nie przysługują
kontakty z wnukiem, co najwyżej przez ojca dziecka, który ma takie prawo.

Postanowieniem z dnia 11 stycznia 1988 r. Sąd Rejonowy wniosek ten oddalił,
dokonując jedynie zmiany miejsca spotkań babki z wnukiem, które mają się
odbywać w miejscu zamieszkania matki dziecka. Sąd Wojewódzki, rozpoznając
rewizję uczestniczki Zofii F. kwestionującej stanowisko Sądu Rejonowego co
do sposobu uregulowania jej spotkań z wnukiem, powziął wątpliwości co do
tego, czy dziadkowie mogą dochodzić przed sądem ustalenia ich kontaktów z
wnukami, skoro kodeks rodzinny i opiekuńczy reguluje stosunki osobiste tylko
pomiędzy rodzicami i dziećmi. Z przepisów dotyczących władzy rodzicielskiej
i pokrewieństwa nie można wyprowadzić wniosków prowadzących do przyznania
dziadkom roszczenia o ustalenie kontaktów z wnukami. Brak takiej możliwości
nie da się pogodzić z odczuciem społecznym pojęcia rodziny, dlatego Sądowi
Wojewódzkiemu nasunęły się wątpliwości zawarte w przytoczonym na wstępie
zagadnieniu prawnym.

Sąd Najwyższy udzielając odpowiedzi na powyższe zagadnienie prawne zważył,
co następuje:

W warunkach społecznych naszego kraju duże znaczenie przywiązuje się do
rodzin wielopokoleniowych, wynika to zarówno z tradycji rodzinnych, jak i ze
względu na szczególną rolę dziadków w faktycznym wykonaniu pieczy nad
małoletnimi wnukami. Dlatego utrzymanie styczności pomiędzy członkami
rodziny trzypokoleniowej w warunkach bezkonfliktowych jest czymś jak
najbardziej normalnym. Kodeks rodzinny i opiekuńczy reguluje stosunki
osobiste wynikające z pokrewieństwa tylko pomiędzy rodzicami i dziećmi.

Okoliczność, iż ustawodawca pozostawia poza unormowaniem zarówno prawo
dziecka do osobistej styczności z rodzicami, czy też z innymi krewnymi, i
odwrotnie, gdy chodzi o styczność innych jego krewnych z dzieckiem, nie
oznacza niedopuszczalności uregulowania utrzymywania takich kontaktów.
Ustawa pozostawia powyższe prawo poza regulacją (...). Sytuacja przedstawia
się odmiennie, gdy pomiędzy krewnymi istnieje ścisła więź i utrzymywanie
osobistej styczności związki te pogłębia oraz wpływa korzystnie na
prawidłowy rozwój fizyczny i emocjonalny dziecka.

Zachodzi jednak wątpliwość, czy dopuszczenie do osobistej styczności
pomiędzy dziadkami a wnukami powoduje ograniczenie uprawnień rodziców
dziecka, wynikających z władzy rodzicielskiej. Władza rodzicielska - jak to
wynika z całokształtu przepisów kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, a
zwłaszcza art. 95 § 1, art. 96 i art. 98 § 1, stanowi ogół obowiązków i praw
względem dziecka, mających na celu zapewnienie mu należytej pieczy i
strzeżenie jego interesów. Zakres władzy rodzicielskiej nie oznacza
wyłączności rodziców w stosunku do dziecka i powinna być ona wykonywana tak
jak tego wymaga dobro i interes dziecka. Jest rzeczą oczywistą, że rodzicom
przysługuje prawo do osobistej styczności z dzieckiem, jest ono ich prawem
osobistym i niezależnym od władzy rodzicielskiej. Przysługuje ono rodzicom
mimo pozbawienia ich władzy rodzicielskiej, jej zawieszenia lub
ograniczenia. Pozbawienie lub ograniczenie tych kontaktów wymaga odrębnego
orzeczenia przez sąd, takie bowiem uregulowanie zostało zawarte w odrębnym
przepisie kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (art. 113). Tak więc sfera
osobistej styczności pozostaje poza władzą rodzicielską i nie wpływa w
niczym na uszczuplenie jej zakresu. Wynika to jednoznacznie z uchwały
pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego z dnia 18 marca 1968 r. (III
CZP 70/66 - OSNCP 1968, z. 5, poz. 77), w której pkt V stwierdzone zostało,
że prawo utrzymywania kontaktów z dzieckiem nie należy do sprawowania władzy
rodzicielskiej, skoro do zakazania styczności osobistej z dzieckiem rodzicom
pozbawionym władzy rodzicielskiej konieczne jest specjalne orzeczenie sądu.

Rodzice, jak to wyżej wywiedziono, mają obowiązek dbałości o rozwój dziecka
w imię jego dobra. Powinni zatem dla pełnego rozwoju jego osobowości
umożliwić dziecku kontaktowanie się z jego krewnymi (dziadkami) przy
właściwej ich postawie i korzystnym wpływie na dziecko. Kontakty te,
wynikające często z silnych więzów emocjonalnych, zwłaszcza dziadków z
wnukami, wychowujących je od niemowlęcia, mogą wpływać na lepsze wychowanie
i rozwój duchowy dziecka oraz sprzyjają kontynuowaniu więzów
wielopokoleniowej rodziny. Takie zachowanie dziadków, okazywanie
przywiązania i dbałości o wnuki nie tylko nie kłóci się z interesem dziecka,
ale jest ono dla jego dobra.

Kwestię tę sąd opiekuńczy będzie rozstrzygał na podstawie art. 109 § 1
k.r.o. i kierując się dobrem dziecka będzie mógł, w sytuacji gdy krewni
(dziadkowie) dezorganizują prawidłowy kierunek wychowania dziecka, zakazać
im osobistej styczności z dzieckiem, albo gdy rodzice bezpodstawnie
uniemożliwiają lub poważnie utrudniają kontakty krewnych (dziadków) z
dzieckiem, zakazać rodzicom takiego postępowania i uregulować sposób
utrzymywania osobistych kontaktów tych krewnych z dzieckiem.

Z zasad powyższych Sąd Najwyższy udzielił odpowiedzi na przedstawione w
trybie art. 391 k.p.c. zagadnienie prawne jak w sentencji uchwały.

po sprawie o alimenty


Dzień dobry,

Krótki opis:
Małem dziś pierwszą sprawę a alimenty. Pozew wniosła moja żona /jeszcze/.
Przyszła na rozprawę z adwokatem (tj z Pania adwokat). Dziś rano złożylem
w
biurze podawczym odpowiedź na pozew. Jeden podbity egzemplarz dałem
sędzinie na
sali - zaraz na samym początku.


zbyteczne skoro złożyłeś na biurze podawczym...

 W dokumencie tym ustosunkowałem się do pozwu -

m.in. zaproponowałem niższą kwotę alimentów (w pozwie jest wg mnie
wygórowana),
wpisałem też wniosek o ustalenie widzeń z dzieckiem.


kontakty z małoletnim to odrębna sprawa i należy ją złożyć na biurze
podawczym w 2 egz.trzeci dla ciebie w tresci zaproponować harmonogram
spotkać...

Strasznie się od razu zdenerwowała i wzburzyła - że za późno (choć nie
określono terminu składania wniosków), ze miałem cały tydzień, że ona nie
będzie tego teraz czytać a wogóle to ustalnie widzeń z dzieckiem to nie na
tej
sprawie, że jak chce to mogę sobie założyć nową, ze ona to odrzuci itd.


i pewnie tak zrobi choc wcale nie musiałaby , z dobrej swoje woli mogłaby
skierować go do dekretacji i jedynie zarządzić usuniecie braków formalnych
...

 Młody

człowiek jeszcze jestem (27l)


widziałam już w Temidzie jak ją nazywasz młodszych :-)

pozwany sie zgadza ? - nie zgodzilem sie.

i słusznie jeżeli ku temu były podstawy...

Moje pytania:
1. Odnośnie mojej odpowiedzi na pozew - chcialem zeby było to na piśmie i
chciałem to samo powiedziać na sali - Sędzina mi nie pozwoliła . Czy mogła
tak
potraktować mój wniosek ?


tak bo niby dlaczego ma na kolanie rozpoznawać pismo złożone na sali?
Czy on będzie brany pod uwagę?

oczywiście dlatego odroczyła na późniejszy termin ...

 Kto się do niego ma

ustosunkować ?


powódka ma się ustosunkować do twojej odpowiedzi na pozew a konkretniej jej
pełnomocnik

Jak i kiedy to bedzie ? Kiedy tego mogę sie dowiedzieć ? czy

muszę czekać 2 miesiące ?


tak musisz czekać

2. Czy zachowanie sędziny wobec mnie było ok ? - tak można ? - nie mogłem
sie
wypowiedzieć - czesto przerywała mi w pól zdania i zadawała następne
pytanie.
pod koniec stwierdziła że staram sie ja pouczac ale tu ona zna sie na
prawie a
nie ja ... "facet, wymadrza sie  i do tego gówniarz" (tego nie powiedziała
ale
wyczułem to w jej głosie)


jak uwazasz ? takich spraw jak twoja jest tysiące i gdy każdemu dała by
możliwość wygadania się to zastała by ją Wielkanoc...

3. Odrzucenie mojego wniosku o ustalenie kontaktów z dzieckiem - czy mogła
to
zrobić i stwierdzić - niech Pan sobie zakłada nową sprawę - to zajmnie tak
pewnie z pół roku - jak znam życie..... a dziecka bardzo mi brakuje - żona
razem z rodzicami bardzo utrudniaja mi kontakty z dzieckiem (wczoraj np
dajac
prezent usłyszałem /przy świadku/ - "Masz 15 minut i to w przedpokoju, w
butach !"). Prawnikiem nie jestem - ale czytać to mnie już dawno
nauczyli -
KRiO to sobie poczytałem.


j.w takie sprawy o kontakty nie mają nic wspolnego z alimentami...
nalezy je odrębnie składać ...

Utrudnianie mi kontaktów z dzieckiem - jest utrudnianiem mi wykonywania
praw i
obowiazków alimentacyjnych - czyli widzenia z dzieckiem i wychowyawanie to
tez
alimenty. Chyba ze nie mam racji ....


nie masz ...możesz być pozbawiony włady, mozesz mieć sądowy nakaz widzen a
obowiazek alimentacyjny będzie na Tobie ciążył...

czy sędzina nie złamała art.135p2 ?


zapewniam cie ,ze nie

Czy mogła tak zrobic ? Kiedy sie dowiem czy

mój wniosek o widzenia został przyjęty czy odrzucony ?


prawidłowo powinien być odrzucony ...moja dobra wola zadekretować go nie
odrzucając...

Musze czekać 2 mies.?

tak chyba ,ze nie odrzuci a zadekretuje wniosek o kontakty wtedy
prawdopodobnie wezwie o usunięcie braków formalnych wniosku..

czy można to jakos przyspieszyć (dziecko czeka na mnie, ja tez za nim
tęsknie......) czy jeśli sędzia odrzuci wnioske to moge coś jeszcze
zrobić -
poza złożeniem odzielnej sprawy ? Złożyć jakąś skargę - czy lepiej nie
drażnić
sędziny ?


na co złożysz skargę ,że błędnie składasz wniosek to ręcze ,ze otrzymasz
pismo przewodniczącego wyjaśniające,że błąd Ty zrobiłeś błąd a odrzucenie
sędziego było zasadne..

4. Sprawa mojego telefonu - czy można tak robić- po co im te dane ?co z
nimi
zrobią ? i jeszcze numer telefonu ? Na moje pytanie "w jakim celu?" -
Sędzina
odpowiedziała ze jest to celowe i tyle ....


sedzia ma prawo pytać o wszystko ...a zapytanie o telefon,dom ,auto to tylko
daje jej obraz jaka jest twoja sytuacja materialna ,jak sobie żyjesz...

5. Co to jest postępowanie dowodowe ? co to znaczy i jak będzie wyglądało
? Co
będą robili ? Prześwietlą mi pracę ? zarobki ? konta bankowe ? telefon ??


:-)))

konta mogą , mogą zwrócic sie do zakładu pracy o wykaz zarobków za jakiś tam
okres, to zależy co zawnioskuje jeszcze powódka...co zawarłeś w treści
swojego wniosku ...

Czego powinien się spodziewać i ewewtualnie obawiać ?


obawiac raczej niczego ...może też się okazać ,że na następnej sprawie
sędzie wyda orzeczenie...

6. czy w mojej - opisanej wyżej sytuacji - zasadne będzie branie adwokata


?

nie koniecznie ale należy prawidłowo podchodzic do sprawy, dobrze jest
poznać troche zagadnienie ,co mi wolno czego nie i co mogę złożyć a czego
nie w danej sprawie ...sprawa alimentacyjne to wg. mnie czyta formalność
jednak decyzja należy do ciebie czy sie czujesz na siłach / z postu wynika
mi ,że jestes bardzo nerwowy, nalezyc do stron,które wchodząc na teren sądu
nastawiony na swoje racje wykonujac nieprawidłowe posunięcia / proponuje
pozac troche zagadnienie...

Ona

ma. Ja w zasadzie wolałbym nie - wolę pieniądze dać dziecku - i tak będę
musiał
zapłacić za jej adwokatkę.


niekoniecznie mozesz wnioskowac jezeli są podst. o zwolnienie w czesci lub w
całości ...jezli strony zawrzą ugode koszty są po połowie...

 Choć z drugiej strony jeśli mają mnie

całkiem "zgnoić i zeszmacić" to może warto - bo jeszcze stracę dziecko.


dlaczego mają cię "zgnoić ,zeszmacić" przejęty jestes bardzo tylko spokój i
rozsądne podejscie da prawidłowe zakonczenia...

Sandra

To moje pierwsze wejście do sądu - jestem jeszcze młody :-) - ale po
dziesiejszej rozprawie moje opinie o sądach zmieniły się. Zawsze uważałem
że
sądy w polsce traktują obie strony równo i sprawiedliwie. Dziś te 4 Panie
które
były ze mna na sali pokazały mi ze tak nie jest - miałem wrażenie, że
jestem
już na starcie przegrany, równie dobrze mogłoby mnie tam nie być, jakby
mogły
to by mnie chyba zabiły wzrokiem.


oj wydaje mi się,że jesteś przewrażliwiony ...smiec tak twierdzić po twoich
wypowiedziach, chciałes prawdopodobnie kogoś przegadać i Ci nie pozwolono na
zbyt dużo ...do spraw podchodzi sie we właściwy sposób ...

Sędzina i Pani Adwokat - to cos w stylu -

 "Samiec Twoj wróg!!! - asaaaa !!" - "Liga broni, Liga radzi, Liga nigdy
Cie
nie zdradzi" ... po prostu - "ten niedobry samiec" zrobil dziecko i nie
chce
placic, tak ??


w przysłowiach na swoją niekorzyć jestes bardzo dobry i wydaje mi się,że to
chciałes udowodnić na sali ...a nie tedy droga mój panie ,bo wtedy sie
uciera takiej osobie nosa...

to mu dokopiemy, puscimy z torbami . niech ma za swoje... dla

dobra dziecka ..... :-(


nastawienie człowieka,który był pewny do końca swoich racji a tu ups...

dyplomacja prosze pana pomaga wiecej niż pieniactwo ,jeżeli bedziesz miał
pytania chętnie odpowiem ...

pozdrawiam

Sandra

Nasza Twórczość

Bliźniaczkom się nudziło bez neta i w łóżku pisały, zatem maja duuużo więźnia
Jak dokończą, to dadzą.
A jesli chodzi o CS, to na pewno w ten weekend musi być

Cena niewinności

CZĘŚĆ PIĄTA
Szansa

Czas. Jak dobrze mieć go dużo, jak dobrze cenić, jeśli ma się go zbyt mało. Grunt to dobrze się zorganizować, by starczało go na wszystko. Basia jednak przy dwójce dzieci nie potrafiła ani dobrze rozporządzać wolnymi chwilami, bo tak na dobrą sprawę wcale ich nie miała, ani tym bardziej stworzyć dobrego planu dnia, bo w mig dałby w łeb przez spontaniczne wypadki. A czy tym spontanicznym wypadkiem może być rozwód? Dwadzieścia cztery godziny to stanowczo za mało, by mieć jeszcze czas pomyśleć, co dalej. Doba powinna była być zdecydowanie dłuższa. Wtedy ze spokojem rozważyłaby wszystkie za i przeciw. Właściwie byłaby pewna, że postępuje słusznie, zgodnie z własnym sumieniem, rozumem i sercem. Nie śpieszyłaby się, wszystko toczyłoby się wolno, harmonijnie swoim pierwotnym tempem. I wówczas nie mogłaby mieć do siebie pretensji, że w jednej sekundzie rozpieprzyła całe swoje dotychczasowe życie. Ale to byłoby zbyt proste. Wbrew pozorom czas płynie, leci, jak z bicza strzelił szybciej, niż się wydaje, a jedna decyzja podjęta pochopnie, w złości i żalu, może odcisnąć piętno na przyszłości. O ile jest jakaś przyszłość.
Rozliczenia ze swojego małżeństwa przed obcym człowiekiem, osobą trzecią były dla niej sytuacją na tyle niecodzienną, że nijak nie potrafiła się do niej przygotować. Najpierw wczorajszego popołudnia zasiedziała się w pracy, w którą uciekła, by zapomnieć. W nocy nie mogła zmrużyć oka. Kręciła się z boku na bok, ugniatała poduszkę na milion sposobów i nic. Zasnęła dopiero nas ranem po stronie łóżka, która nie należała do niej, przytulona w nie swojego „jaśka”. Potem okazało się, że zaspała, bo budzik zadzwonił o godzinę za późno, a dźwięk jak dla niewyspanej, zmęczonej kobiety pracującej był tak drażniący, że szło oszaleć.
- O cholera! – zaklęła cicho, przeczesując grzywkę z czoła i wysunęła rękę spod kołdry, wyłączając budzik.
Najchętniej wzięłaby go do ręki, roztrzaskała o ścianę i przekręciła na drugi bok. Na szczęście w porę otworzyła oczy, a dzieci, uradowane, że ich mama zostaje dzisiaj w domu natychmiast odkryły Brodecką i zaczęły skakać po tym dużym i wygodnym łóżku.
- Mamusiu, wstań już! – nalegała dziewczynka ciągnąć mamę za rękę, a chłopczyk jej pomagał z drugiej strony, aż wreszcie doczłapali do korytarza i schodów.
- Pobawisz się z nami? – zapytał równie rozentuzjazmowany Kuba, ale Basia nie miała siły odpowiadać i dała się ciągnąć tam, gdzie ją prowadzą.
Błądziła gdzieś wzrokiem, była duchem nieobecna, jakby nie docierało do niej, że to już dziś. Chyba jeszcze nie do końca się obudziła, by zdawać sobie sprawę, z tego, że jutrzejszy poranek będzie zupełnie inny od dzisiejszego. Wtedy będzie już wolna, ale czy ta wolność jej nie przytłoczy, czy tego właśnie chce?
Już po chwili siedziała na krześle w kuchni i wlewała nieprzytomnie płatki do miseczek swoich pociech, strasznie przy tym ziewając. Sama zrobiła sobie jednego, maleńkiego tosta z dżemem i mocną, aromatyczna kawę w kubku z napisem „Basia”. Intuicyjnie spojrzała na „godzinę” i zamarła. Już nawet nie tknęła kawy. Zegarek stanowczo jej na to nie pozwalał, poza tym nie miała jakoś ochoty. Wstała i biegiem ruszyła do łazienki. Powinna była już być gotowa. Licząc korki na mieście i kiepski dojazd dotarcie na miejsce zajmie jej więcej czasu, a to już kolejne kilkanaście minut spóźnienia. Z tego dałoby się jeszcze jakoś wytłumaczyć, ale z budzika już nie bardzo. Z tego wszystkiego myła się w ekspresowym tempie, przeklinając siebie za taką bezmyślność. Zdecydowanie nie był to jej najlepszy dzień. Nie tak sobie wyobrażała. Zupełnie jej się nie podobał.
Pośpiech do zdecydowanie zły doradca. Zwłaszcza jak ma się tak mało czasu. Na domiar złego miała problem z ciuchami. Wczoraj nie miała do tego głowy. A teraz stała w kusych majtkach i staniku przed lustrem starając się dopasować obojętnie jaki, byle wizytowy strój, co nijak jej wychodziło. Krzątała się to tu, to tam, nie mogąc dobrać nic odpowiedniego. Nie chciała wyglądać zbyt elegancko, bo jakoś nie szło to z jej nastrojem, a też okazja wymagała powagi. Nie chciała też wyglądać zbyt skromnie. Gdzieś podświadomie chciała się podobać Markowi. Wyciągnęła zatem z szafy najlepszy kostium, który założyła tylko raz nieco ponad 5 lat temu i szybko nakładała na siebie, dodając sobie otuchy pod nosem, że jeszcze zdąży do sądu.
Zostały już tylko małe poprawki w makijażu, ale ręka jej tak drżała, że nie mogła zrobić prostej kreski. Spojrzała w lustro. „Może być” – pomyślała i wrzuciła tusz do rzęs do czarnej torebki. Nawet jeśli wygląda niekorzystnie, musiała się z tym pogodzić. Nasunęła na nogi czerwone szpilki, włożyła płaszcz i była już gotowa. Zaciekawione bliźniaki z uwagą przyglądały się zdenerwowanej mamie. Ta kucnęła przed obojgiem i zaczęła za zmianę pomagać im się ubierać w ciepłe czapki i kurteczki.
- Mama musi teraz wyjść.
- Do pracy? – wtrącił chłopczyk.
- Nie, nie do pracy...
- A nie możemy iść z tobą? – zapytała słodko Gabrysia. - Będziemy grzeczni. – dodała, by Brodecka wyraziła zgodę.
- Prosimy! – krzyknęli jednocześnie.
- Tam nie wpuszczają dzieci. – wyjaśniła ze smutkiem. - Zostaniecie z panią Jadzią, a ja po was przyjdę najszybciej, jak się da, zgoda? – spojrzeli na siebie, ale po ich minach dało się zauważyć, że nie są zbyt zadowoleni z tego pomysłu.
- Pani Jadzia nie każe nam się bawić! – naskarżył obrażony Kuba, krzyżując ręce.
- Nie pozwala wam rozrabiać, a to inna sprawa synku. – puknęła malucha z nosek z lekkim uśmiechem.
- To stara wiedźma! – Basia rozszerzyła oczy skąd mały Brodecki zna takie słowa.
- Kuba! – skarciła syna.
- Sama tak powiedziałaś! – dodał widząc na twarzy mamy złość.
- …Bo… bo byłam zła! – wybrnęła. - Pani Jadzia jest samotna i na pewno bardzo się ucieszy, że ją odwiedzicie. – dorzuciła dla zachęty.

(…)

Nie spodziewała się po starszej pani takiego zachowania. Patrzyła zdumiona na sąsiadkę, która z zaciętą miną, bez cienia zakłopotania odmówiła pomocy. Nigdy wcześniej się to nie zdarzało. Owszem trochę niejednoznacznie kręciła głową na pytanie: „Czy byli grzeczni?” lub z dobrego serca przemilczała pewne sprawy, ale jeszcze nie przywitała ich w taki sposób. Ba, nie wiedziała, że te wizyty mogły być aż tak „uciążliwe”, choć dobrze znała swoje dzieci i wiedziała, że są zdolni na wiele. A pani Jadzia zawsze chętnie się oferowała, mając na uwadze w „jakiej tragicznej sytuacji się znalazła ta biedna dziewczyna”. Basia wiedziała za kogo uważa jej męża, ale dopóki nie mówiła tego głośno, ignorowała jej aluzje. Nie chciała się narażać. Tym razem musiało się stać jednak coś poważniejszego.
- Niech je pani zabiera! – podniosła głos, kiedy tylko zobaczyła kto stoi na wycieraczce.
Spojrzała na chłopca, a ten posłał starszej pani przymilny uśmieszek.
- Ale…- próbowała coś powiedzieć, ale panią Jadwigę jakby piorun trzasnął.
- To diabły rogate są, a nie dzieci! Wie pani co zbroiły ostatnio? …A ty… - tym razem zwróciła się do Kubusia. – Wdał się w ojca kryminalistę!
- Lepszy ojciec kryminalista, niż jędza sąsiadka! Dowidzenia! – wzięła oboje za ręce i miała już iść, kiedy na chwilę się cofnęła. - …A! Proszę nie wyrażać się tak o m o i m mężu i nie wtykać nosa do nie swoich spraw! Stara plotkara… - dodała jeszcze ciszej i ruszyła z powrotem do domu.
- A co to jest „plotkara”, mamusiu? - zapytała szeptem mała Brodecka patrząc na Basię z dołu, tak by pani Jadzia nie usłyszała.
- To taki „Pinoccio”, tylko zamiast za długiego nosa, ma za długi język! – wyjaśniła wściekła jak osa na ta „jędzę”.
- I też jest z cała z drewna? – dopytał mały Kuba.
- Ta już z próchna, skarbie. – posłała w jego kierunku nerwowy uśmieszek.

(…)

Do rozpoczęcia rozprawy brakowało jedynie dziesięciu minut. Trwająca rozprawa innej pary dobiega właśnie końca. Za niedługo małżeństwo jego i Basi przejdzie do historii jego pogmatwanego życia jako swego czasu szczęśliwszy element. Widocznie nic nie może trwać wiecznie, a Bóg dał mu tylko chwilę rodzinnego szczęścia, by posmakował jak to jest. Szkoda tylko, że nie pomyślał, iż apetyt rośnie w miarę jedzenia, a teraz oddałby wszystko by móc cofnąć się w czasie, kiedy to jeszcze z kochająca go żoną oczekiwał narodzin swoich dzieci.
Na tą szczególną jakby nie spojrzeć okazję wdział na siebie garnitur, by nie wyjść przed sędziną w torze na pajaca. Nie miał sentymentu do tego typu „wdzianek”, zatem nie przeszkadzało mu, że był to komplet ślubny. Nie miał innego, a nomen omen wybierał go z wtedy jeszcze Storoszówną, która nie szczędziła sobie śmiechu z jego skwaszonej miny. Założył nawet krawat ze złotą spinką – nawet ona była okazjonalnym prezentem. Dostał ją od teścia jako symbol przyjęcia do rodziny. Wówczas bardzo mu to zaimponowało, choć prezent wydał mu się wtedy nieco sztywniacki.
Siedział na krześle w poczekalni i co jakiś czas spoglądał na wiszący zegar ścienny.
- „Baśka powinna była już tu być” – pomyślał. – „Może się rozmyśliła?” – postawił przed sobą w głowie jakże nurtujące go pytanie, cisnące się na usta.
Natychmiast jednak odrzucił od siebie te utopijne myśli nie chcąc robić sobie złudnych nadziei. W życiu trzeba być realistom i on powinien się już tego dawno nauczyć. Ona podjęła już decyzję – powtarzał sobie – Nie może jej na siłę zatrzymywać, niech będzie szczęśliwa, skoro on tego szczęścia nie potrafił jej zapewnić.
Do rzeczywistości przywrócił go dźwięk otwieranych drzwi. W progu stała ta para, która również kiedyś przysięgała sobie dozgonną miłość po kres, a teraz wspólnie doprowadziła do rozpadu małżeństwa. Marek obserwował tych dwoje ludzi uważnie. Ostatni przyjacielski mniej lub bardziej szczery uścisk, buziak na pożegnanie i koniec. Może jeszcze kiedyś przypadkowe spotkanie gdzieś na mieście i pytanie:„Co słychać?” i odpowiedź: „W porządku”. Oto jak kończy się znajomość, która powinna trwać wiecznie. Miał przez oczami tego naoczny przykład.
I znów myślami powrócił do Basi. Spojrzał na zegar. Zostały dwie minuty do rozpoczęcia rozprawy. Protokolantka wychodzi z sali. Zaraz wywoła ich uboje, a Basi ciągle nie ma. Jedynie cudem uniknie spóźnienia.
- Sprawa z powództwa Pani Barbary Brodeckiej o rozwód przeciwko Panu Markowi Brodeckiemu. – usłyszał.
Wstał z krzesła poprawiając krawat. Zgryzł go strasznie, albo to z gorąca. Pomieszczenie było za bardzo ogrzewane. Może dla przeciwwago głodu jaki wieje ze spojrzeń znienawidzonych przez siebie małżonków.
Wszedł do sali. Może uda mu się przekonać sędzinę, by jeszcze chwilę poczekali.
- A gdzie pańska żona? – usłyszał na wstępie od kobiety po czterdziestce.
- Za chwilę powinna się zjawić. Zadzwonię do niej. Pewnie to przez korki – sam nie wiedział dlaczego tłumaczy się z nieodpowiedzialności żony.
- Zaraz musimy zaczynać. – odpowiedziała pani sędzia.
- Bardzo proszę. – dodał, by upewnić kobietę w tym pomyśle.
- Ma Pan dodatkowe dziesięć minut. Dłużej nie możemy czekać.
- Dziękuje. – odpowiedział i wyszedł wyciągając komórkę z kieszeni.
Odszedł za kolumnę na bok, wybierając numer. Wiedział, że się zjawi, nie wiedział kiedy. W sumie powinien się cieszyć, że do rozwodu może nie dojść, ale nie potrafił. Sprawa tak zostałaby odroczona na inny termin. Wolał mieć to już za sobą.
W tym samym czasie Basia na złamanie karku biegła sądowymi korytarzami, ciągnąc za sobą dzieci. Wiedziała, że źle robi zabierając je z sobą, ale też nie miała innego wyjścia. Jak na złość musieli zamknąć przedszkole. Padło ogrzewanie. Widziała, że drzwi od sali są jeszcze otwarte. Z tego wszystkiego nie zauważyła Marka. Przystanęła jeszcze przez wejściem, klękając przez pociechami, by móc patrzeć im w oczy w czasie wyjaśniania.
- Musze tam wejść sama i załatwić pewna sprawę. Nie wpuszczają dzieci. Obiecajcie mi, że będziecie grzecznie tu siedzieć. Mogę na was liczyć? – zapytała Brodecka, a dzieciaki zgodnie pokiwały głową. – Jak się tylko skończy pójdziemy na duże gofry.
- Z czekoladką? – na twarzy Gabrysi pojawił się szeroki uśmiech.
- Jakie będziecie tylko chcieli. – Basia odwzajemniła pogodny uśmiech.
Na moment zapomniała o tym co ja zaraz czeka. Zamyśliła się. Z letargu wyrwał ja glos Marka. Chował właśnie komórkę po kolejnej nieudanej próbie dodzwonienia się do żony.
- Baśka? – nie tyle zdziwił się na jej widok, co dostrzegając dzieciaki.
- Tatuś?! – przywitał go wesoły krzyk dziewczynki.
Kiedy tylko Gabi spostrzegła tatę, wskoczyła mu na ręce.
Odpowiedział uśmiechem i czule ucałował dziewczynkę w czółko. Nie było czasu na długie rozmowy, choć to nieoczekiwane spotkanie trochę poprawił mu się humor. Był jednak zniecierpliwiony, choć starał się to skrzętnie ukrywać. Postawił córkę na nogi i podszedł bliżej Basi.
- Musimy zaczynać. Sędzia nie będzie dłużej czekać. – szepnął.
Widziała w jego oczach to cos charakterystycznego, kiedy był z czegoś niezadowolony. Wówczas akwamarynowi kolor źrenic można byłoby przyrównać do granatowej barwy zmąconego sztormem oceanu.
- Nie ma czasu. – popędzał.
- Nie miałam ich z kim zostawić. Poczekają. – wyjaśniła na szybko, spoglądając mu głęboko w oczy.
Przez chwile zamilkli. Dzieci zajęły się sobą, uważnie obserwując całe pomieszczenie.
- Ślicznie wyglądasz. – odpowiedział po chwili ciszy.
Ten komplement z ust męża tyle ją zaskoczył, co ucieszył. Nie spodziewała się, że w takiej sytuacji stać go jeszcze będzie na uprzejmości.
- Ty też. – odpowiedziała. – Tylko… - nie wiedziała jak mu to delikatnie powiedzieć, a Marek zmrużył oczy. – Krawat! – nadal nie zrozumiał.
Nie wiele myśląc dowiązała go poprawnie, elegancko układając na marynarce. Wywołało to u niej lekkie speszenie. Trochę się zapędziła. Odchrząknęła głośno.
- Wejdźmy już. – jej głos stał się teraz bardziej oficjalny.
Marek puścił ją przodem, a sam zamknął za sobą drzwi. Dzieci odprowadziły rodziców zaciekawionym spojrzeniem. Gabrysia przyglądała się „jednemu panu w długiej pelerynie”, zatem Kuba zwracając jej uwagę zapytał:
- A wiesz czemu mama i tata poszli do tego pokoju razem? – zapytała, chcąc usłyszeć odpowiedź od siostry.
- Mama musi załatwić ważną sprawę, a potem pójdziemy na gofry z tatusiem. – wyjaśniała po swojemu.
Kuba zignorował dociekania siostry.
- W tym pokoju taki jeden pan mówi, że dzieci maja mieszkać z mamami, a tatowie muszą mieszkać w innym domu i odwiedzać swoje dzieci.
- Ale ja chce, żeby tata z nami mieszkał! – zaprotestowała otwarcie, krzywiąc buzię.
Ich dyskusje przerwała kobieta w todze adwokackiej, pytając się co tutaj robią.
- Nic. – odpowiedział Kuba.
- Czekamy za mamusią. – dodała dziewczynka wesoło machając nogami i posyłając piękny uśmiech spotkanej pani.

(…)

Stali po przeciwnych stronach, czując się nieswojo. Nie patrzyli na siebie, bali się wyczytać nawzajem ze swoich spojrzeń tego, co oboje w tej chwili myślą. Sad właśnie zajmował miejsce i po chwili otworzył akta sprawy.
- […] Rozprawa z powództwa pani Barbary Brodeckiej o rozwód przeciwko panu Markowi Brodeckiemu. Czy podtrzymuje pani wniosek, że sprawa rozwodowa ma się odbyć bez orzekania o winie? – zapytała standardowo.
Basia stała z rozwartymi lekko ustami i niepewnie spojrzała na sędzinę, po czym na Marka. Ten dał jej znak, by wreszcie coś powiedziała.
- Yyy…tak. – odparła niepewnie.
- Proszę się przedstawić, powiedzieć ile ma pani lat, gdzie pani mieszka, czym się pani zajmuje. – wymieniła.
- Barbara Storosz, mam 29 lat, mieszkam poza miastem, pracuje w Komendzie Stołecznej Policji w Warszawie. – odpowiedziała na jednym wydechu.
- Dlaczego zdecydowała się pani na rozwód z mężem? – Basia zdumiała się lekko.
Nie myślała, że sąd będzie dopytywać o szczegóły.
- …Niezgodność charakterów. – rzuciła na odczepne najczęstszy powód, nie chcąc tłumaczyć się ze swojej decyzji.
- Dlaczego nie powiesz prawdy? – wtrącił Brodecki, nie mogąc słuchać tego, co mówi. – Rozwodzisz się ze mną, bo siedziałem w wiezieniu!
- Panie Brodecki! – skarciła go. – Sąd pozwoli się panu wypowiedzieć w swoim czasie.
- Przepraszam. – zreflektował się szybko.
- …Jak wyglądało pańskie pożycie małżeńskie? – zadała po chwili kolejne pytanie.
- Słucham? – zapytała, nie mogąc zrozumieć, jak może pytać o takie rzeczy, skoro ta rozprawa ma być szybka.
- Jak układało się państwu w małżeństwie? - powtórzyła.
- Bardzo dobrze! - odparł ponownie Brodecki, kiedy Basia długo milczała.
Sprawiała wrażenie osoby wystraszonej, niepewnej siebie.
- Czy potwierdza pani słowa męża? – zwróciła się ponownie do Basi.
Ta jednak spoglądała Markowi w oczy, bez słowa, a on pewnie utrzymywał z nią kontakt wzrokowy.
- Tak, ale później wiele się zmieniło. – odpowiedziała wreszcie, zmieniając nieco wyraz twarzy na bardziej srogi. – Nie poznawałam własnego męża. – odpowiedziała oschle lekko unosząc podbródek w górę.
- Nawet nie dałaś mi szansy wytłumaczyć! – zaczynały mu puszczać nerwy.
Sam nie rozumiał swojego zachowania. Miało być prosto, bez zbędnej paplaniny i opowiadania o swoim życiu obcym osobom.
- A co ty chciałeś wyjaśniać?! – podniosła lekko ton. - Tamta sprawa już się zakończyła i nie chce do niej wracać.
- A nie interesuje cię, dlaczego mnie wypuścili? – spojrzał na nią z tą głębią w oczach, której niegdyś wierzyła bezgranicznie i nadal chciałaby wierzyć.
Zamilkła nagle, wpatrzona z jaką nadzieje teraz na nią patrzy. Jak wtedy, kiedy próbował ją okłamać. Wtedy miała wątpliwości, teraz znów chce w niej zasiać niepewność. Już sama nie wiedziała komu ma wierzyc, Markowi, czy dowodom.
- Proszę nie przerywać żonie! – sędzina upomniała Brodeckiego. – Czy widzi pani szansę na uratowanie tego małżeństwa? – Basia nie odpowiedziała od razu.
Starsza kobieta zmrużyła oczy.
- Nie wiem… - szepnęła prawie niedosłyszalnie.
- A czy nadal kocha pani męża? – doświadczona sędzina chciała wykorzystać fakt zawahania Brodeckiej, upewniając się w swoim przekonaniu o możliwości porozumienia małżonków.
Być może da się uniknąć kolejnego rozwodu.
- Musze odpowiadać na to pytanie?
- Mają państwo wspólne małoletnie dzieci. Pytanie jest proste. – Basia spojrzała na Marka, ale on odwrócił głowę, bojąc się odpowiedzi jaką zaraz usłyszy.
- Nie…Znaczy! Tak…Nie wiem…- w jej oczach stanęły łzy. – Sama nie wiem… - dodała załamującym się głosem.
Już sama nie była niczego pewna. W uszach słyszała upominające słowa przysięgi małżeńskiej.
- Niech pani usiądzie i się uspokoi. A pan niech wstanie. Proszę się przedstawić, powiedzieć ile ma pan lat i gdzie pracuje. – powtórzyła dokładnie to samo.
- Marek Brodecki, lat 31. Od niedawna pracuję jako szef ochrony w dyskotece „Hades”.
- Podtrzymuje pan wniosek o rozwód bez orzekania o winie?
- Tak, robię to tylko dla żony. – Basia podniosła gwałtownie głowę. – Nie chcę jej zatrzymywać przy sobie na siłę...
- To co według pana jest przyczyną rozpadu państwa małżeństwa?
- Niedawno wyszedłem z wiezienia i to jest wystarczający powód. – wyjaśnił nieco ironicznie.
- Byliście państwo zgodnym małżeństwem?
- Tak. Wspólnie oczekiwaliśmy narodzin naszych dzieci… Ale wtedy…Żona ma do mnie żal i nigdy tego nie ukrywała. I jeśli chce to…- urwał nagle. - …tak, to moja wina, że doprowadziłem do takiej sytuacji…- nie potrafiła dłużej powstrzymywać łez.
Czekała aż przyzna się do błędu cztery lata. Cztery długie lata. Nie myślała, że usłyszy te słowa właśnie na sali sadowej.
- Czy kontaktowaliście się państwo, kiedy pan był w wiezieniu?
- Tak. Basia cały czas mi pomagała, nawet dawała pieniądze z troski o mnie...
- Czyli nie ustała wieź materialna miedzy panem a pana żoną?
- Nie.
- A wieź fizyczna?
- Też nie, dopóki Basia nie wyznała mi, że nie potrafi tak…w tym miejscu. Wyraźnie sugerowała, żebym skorzystał z usług profesjonalistki. – uśmiechnął się w kącikach ust.
- I zrobiłeś to? – wtrąciła tym razem Brodecka.
- Nie. – odpowiedział pewnie, patrząc w jej oczy.
- Proszę się zwracać do sądu.
- Od tego czasu Basia z każdym tygodniem stawała się coraz bardziej oficjalna. Pytałem, ale nie chciała odpowiadać…Zmieniła się.
- Kiedy dokładnie to było?
- Półtora roku temu, może dwa? Nie pamiętam. Praktycznie mało rozmawialiśmy o nas. Skupialiśmy się na dzieciach i jakoś leciało…
- Czy widzi pan szanse dla tego małżeństwa?
- Wierzyłem, że tak. Teraz już nie jestem pewien… - spuścił głowę.
- Marek… - szepnęła cicho, patrząc na Marka.
- Jeśli Basia chce rozwodu, to dostanie go.
- …Czy kocha pan pańską żonę? – podniósł głowę.
- Tak. – odpowiedział prawie niedosłyszalnie.

(…)

Wyszli z sali w kompletnym milczeniu. Od razu podbiegła do nich Gabrysia, schodząc z krzesełka. Kuba jak zwykle gdzieś zniknął. Trzeba było zawsze mieć go na oku, by czegoś nie zbroił. Dziewczynka stanęła pomiędzy Basią a Markiem, trzymając ich za ręce i spoglądała na rodziców z zaciekawieniem.
- A gdzie Kuba? – pierwsza po tak krępującej ciszy odezwała się Brodecka.
- Gdzieeś pooszedł z taką panią. – odpowiedziała.
- Z jaką panią?! – zapytał przestraszony Marek i zaczął się rozglądać po pomieszczeniu.
- Ooo! Patrz, tatusiu! Idzie! – wskazała palcem na chłopca, który w towarzystwie młodej dziewczyny szedł z kubkiem gorącej czekolady.
Basia i Marek odetchnęli z ulgą.
- Kuba! – zawołała syna, kiedy oboje podeszli bliżej. – Przepraszam panią. Ile jestem pani winna? – nie chciała, by jej syn zaciągał obcych ludzi na koszty.
- Nic. To nagroda dla tego młodego mężczyzny! – poczochrała malucha po włosach, aż chłopiec się uśmiechnął i odeszła.
- Dziękuję. – dodała jeszcze, a dziewczyna tylko posłała Basi ciepły uśmiech.
Marek nie krył rozbawienia tą sytuacją. Coraz bardziej upewniał się w przekonaniu, że jego synek jest do niego bardzo podobny.
- Chodźmy już, mamusiu! Obiecałaś nam gofry! – zażądała zniecierpliwiona Gabrysia.
Wyszli na zewnątrz. Basia ukradkiem spoglądała na Marka. On jakoś unikał jej wzroku. Po chwili przystanęli ze spuszczonym wzrokiem, patrząc na dzieciaki. Brodecki przykucnął.
- Przyjdę jutro, dobrze? – dziewczynka kiwnęła główką, choć ze smutkiem.
Brodecki uściskał się z córką i pożegnał z synem czochrając go po włosach z uśmiechem. Wstał i tym razem spojrzał na Basię.
- …No… to cześć. – rzucił jeszcze w stronę „żony”.
Basia próbowała udawać obojętną, ale nie potrafiła. „Teraz albo nigdy” – pomyślała, idąc za głosem serca. Kiedy miał już odchodzić, zatrzymała go.
- Marek! – odwrócił się natychmiast i spojrzał jej w oczy.
- Bardzo się śpieszysz? - chyba tylko ona zauważyłaby to charakterystyczne, prawie niewidoczne zaprzeczenie głową.
- Super! Tata pójdzie z nami na gofry! – krzyknęła radośnie dziewczynka.
Nawet gdyby chciał odmówić, nie mógłby jej tego zrobić. Poza tym nie chciał.

(…)

Zajęli miejsce przy tuż przy oknie. O tej porze dnia ruch nie był zbyt intensywny, a knajpy mało zaludnione, chyba, że przez stałych bywalców, o których nie warto nawet wspominać. Co nie znaczy też, że lokale były całkowicie puste. Otóż nie. Urocza kawiarnia w centrum była idealnym miejscem na rodzinne spotkanie. Zgodnie z umową dzieciaki miały wybrać takie gofry, na jakie tylko maja ochotę w nagrodę za grzeczne zachowanie.
- Ja chce te! – wskazał palcem chłopczyk, a zaciekawiona dziewczynka spojrzała co takiego wybrał.
Po chwili i Basia upewniła się, czy akurat takie zje.
- Ty nie lubisz śmietany. – zaśmiała się.
- Lubię. – potwierdził dla przekory.
- Jeśli chce, to niech weźmie ze śmietaną. – rzucił Marek.
- A potem nie zje? – spojrzała na Brodeckiego lekko przekrzywiając głowę.
- Będzie więcej dla mnie! – zachichotała, przypominając sobie, jak kocha bitą śmietanę.
Na twarzy Marka tez pojawił się charakterystyczny uśmiech.
- To ja chce takie, jak tata! Ale z czekoladką też! – mała Brodecka pierwsza dokonała wyboru, co było żacza wręcz niecodzienną.
- Ja też chce takie!
- Na pewno? – dopytała dla pewności, a oboje kiwnęli główkami.
Kiedy podszedł kelner, złożyła zamówienie.
- Cztery z bitą śmietaną i czekoladą. I dwie kawy.
- I soczek! – wtrąciła Gabi opierając się łokciami o stolik.
- I dwa soki! Jabłkowe! – kelner dopisał jeszcze dwa soki jabłkowe do zamówienia, po czym odszedł.
- …Nie wolno tak bez pytania. – spojrzał na córkę, ale ta posłała mu tylko słodki uśmieszek, któremu nawet nie mógłby się oprzeć.
Po upływie kilku minut, kelner przyniósł wszystko co zamówili. Dzieciaki spoglądały na swoje gofry, po czym uważnie na gofra siostry lub brata.
- On ma więcej śmietany! – rzuciła z pretensją Gabrysia, krzywiąc się do płaczu.
- A ona czekolady! – krzyknął bardziej z pretensją, niż smutkiem.
- Ej, ej! Macie tyle samo.– spojrzała to na dziewczynkę, to na chłopca.
- Nie ee! – odpowiedzieli jednocześnie, protestując.
Zwrócili tym uwagę nielicznych klientów. Basia chcąc uniknąć kolejnej kłótni, rzuciła:
- To poczekajcie tu, kupię jeszcze jednego, tak? – wstała i już miała iść po jeszcze jednego gofra, kiedy Marek chwycił ja za rękę. Spojrzała na niego dziwnie. To ciepło płynące z jego dłoni przeszyło ją całą od środka.
- Usiądź. – powiedział łagodnie.
Siła jego pewnego spojrzenia nie pozwoliła zaprotestować. Usiadła z powrotem na krześle zgodnie z jego prośbą. Marek po chwili ściągnął palcem odrobinę śmietany z gofra syna i oblizał. Potem łyżeczką zebrał trochę czekolady i sam zjadł.
- Teraz macie po równo. – uśmiechnął się.
Dzieciaki spojrzały dla pewności, po czym już uspokojone, zaczęły jeść. Basia wymieniła z Markiem szczery, nieco przydługi uśmiech. Czemu ona o tym nie pomyślała?

(…)

Spacerowali teraz alejkami jednego z warszawskich parków. Zbierali opadłe kasztany i liście. Na chodnikach nie brakowało tego typu skarbów jesieni. Bliźniaki rozkopały nie jedną stertę zagarniętych liści przez służby porządkowe. Wyglądali na kochającą się pełna, szczęśliwą rodzinę. Na twarzach maluchów gościł tylko uśmiech. Brodeccy spacerowali z tyłu, obserwując hasające jak małe owieczki pociechy, a to wszystko przez te wełniane czapeczki i szaliki.
Po paru minutach ciszy między dorosłymi wytworzyła się rozmowa.
- Dlaczego zgodziłaś się na mediację? – zapytał ciekawsko Marek, wreszcie spoglądając na Brodecką.
Ta jednak uporczywie spojrzenie wbijała przed siebie.
- Nie było innego wyjścia. Musiałam się zgodzić. – wyjaśniła, choć mizernie.
- Nic nie musiałaś… - dodał, spuszczając wzrok.
- Chciałam. – poprawiła się, tym razem zgodnie z prawdą.
Nastąpiła kolejna minuta milczenia. Słyszeli nawet szum wiatru.
- Postępowanie rozwodowe zostało zawieszone. – odparła pierwsza.
- Będziesz wnosić o wznowienie? – zadał kolejne pytanie.
Dla niego były bardzo ważne. Mówiły o tym, czy jest jeszcze dla nich szansa.
Opinia sądu, że nastąpił trwały i zupełny rozkład pożycia małżeńskiego na płaszczyźnie uczuciowej, fizycznej i ekonomicznej, może być dla nich pierwszym krokiem. Oboje tylko muszą naprawdę chcieć spróbować być razem. Maja dzieci. Musza też myśleć o nich. Przetrwać kryzys, który nie jest na tyle silny, by występować z pozwem rozwodowym. Przemowa końcowa sędziny właśnie to jej uświadomiła. Przecież przysięgała, że będzie przy mężu zawsze. I starała się to robić, więc teraz kiedy teoretycznie wszystko zmieniło się na lepsze nie może ustępować. Właśnie mediacje z udziałem osoby bezstronnej pomogą jej zwalczyć te wszelkie wątpliwości, znaki zapytania. Przynajmniej taką zyskała nadzieję. Dzisiaj na sali sądowej widziała tego samego człowieka, którego pokochała. Ta skrucha w jego oczach była tego największym dowodem. „Dlaczego nie mogłeś powiedzieć mi tego wcześniej?” – pomyślała. Uniknęłaby tego mętliku w głowie, słuchania czyjś „dobrych” rad. Wiedziałaby, że Marek nie jest zdeprawowanym kryminalistom, a ofiarą zgubnej głupoty. Biła się w piersi jak mogła uwierzyć w to wszystko.
Natomiast Marek kolejna chwilę czekał, chcąc usłyszeć odpowiedź.
- Basia? – zmrużył oczy, obserwując ją.
Ocknęła się z letargu i odpowiedziała:
- Nie wiem. – na moment ich spojrzenie się spotkały. – Nie chciałabym drugi raz robić coś pochopnie… - przyznała szczerze.
Miała już coś dodać, kiedy jej uwagę zwróciły dzieci. Gabrysia zaczęła gonić Kubę, krzycząc, żeby jej coś oddał. Sporem „o miedzę” był tym razem kolejny znaleziony kasztan. Basia podbiegła ich uspokoić. Kazała rozbrykanej dwójce się zatrzymać, a sama przykucnęła. Marek obserwował kompromisowe rozwiązanie konfliktu z boku.
Już po chwili szli w czwórkę kolejnymi alejkami, spleceni w łańcuch rąk. Bliźniaki w pewnym momencie się wyrwały i pobiegły do przodu. Baska i Marek usiedli na jednej z ławek. Dzieci biegały w pobliżu, oni siedzieli w milczeniu wpatrzeni przed siebie. Zastanawiali się co jeszcze mogą sobie powiedzie, czy wypada coś mówić. Basia zdawała sobie sprawę, że prędzej, czy później będzie musiała poważnie porozmawiać z Markiem bez obecności świadków. Wolała się z nim porozumieć teraz, by w trakcie mediacji zaprezentować już wspólne stanowisko. Zaproponowała więc:
- Masz czas jutro? – zapytała, a Brodecki spojrzał na nią zaskoczony.
- Mogę mieć, jeśli tylko powiesz wprost na co.
- „Żeby to było takie łatwe” – pomyślała. – Chciałabym porozmawiać…o wszystkim. Uważam, że powinniśmy.
- Teraz? …No ja chciałem. – w jego glosie szło wyczuć nutkę pretensji. – I to nie ja chciałem się rozwodzić…
- Nie chciałam, żebyś pomyślał, że czekałam z tym, aż wyjdziesz… - spuściła wzrok.
- Ale pomyślałem. Wierzyłem, że ktoś na mnie czeka… - spojrzał Basi głęboko w oczy.
Mógłby przysiąc, że jej oczy lekko się zaszkliły. Basia akurat wtedy poczuła, że ktoś szarpie ja za rękę.
- Mamusiu, chodź! Pokaże ci coś! – Gabrysia wstała z ławki i ciągnąc mamę za rękę, zaprowadziła w tylko sobie znanym kierunku. Zauważyła skażająca wiewiórkę. Musiała ją pokazać mamie. Może razem ja złapią?
Marek z uśmiechem obserwował te wyczyny swoich pań. Wyglądały ślicznie takie roześmiane biegnące za tym małym zwierzakiem. Nie zauważył nawet, kiedy dosiadł się do niego Kuba. Spoglądał na ojca wzrokiem rządnym wyjaśnień. Wreszcie odważył się zapytać:
- A dlaczego byyłeeś w więzieeniuu? – po zadaniu tego pytania, jakby bojąc się, że zostanie skrzyczany, spuścił wzrok.
Te zwykłe pytanie, być może nic wielkiego, a sprawiło, że poczuł jak odzyskuje syna.
- Kiedyś ci to wytłumaczę, obiecuję. – powiedział niemal szeptem, pochylając się do przodu.
Kuba lekko się uśmiechnął.